niedziela, 21 czerwca 2015

Wczoraj na Tamizie...

<a href="http://www.bloglovin.com/blog/14650527/?claim=gwceec8njx4">Follow my blog with Bloglovin</a>

4-godzinny rejs od Tower Millenium Pier do Greenwich i z powrotem:-) z szantami na żywo w wykonaniu polskiego zespołu, piękne widoki, mimo tego, że jak na Londyn przystało-deszcz padał co pół godziny...:-)









czwartek, 18 czerwca 2015

Frida...

Dziś w college'u miałam krótka sesję, na której miałam za zadanie odwzorować dowolny portret dowolnego malarza. Myślałam dość długo i nic nie przychodziło mi do głowy. Aż tu pewnego dnia olśniło mnie i w głowie pojawił mi się napis drukowanymi literami FRIDA...!!!
No właśnie. Lubie pstrykać autoportrety, a Frida była mistrzynią w tejże dziedzinie. Pomyślałam 'czemu nie...'
Koleżanka pomogła mi wpiać we włosy kwiaty, a resztę samej udało mi się jakoś wszystko poskładać.
Oto, co z tego wyszło...



Miałam wielkie wyrzuty sumienia ucinając takie piekne kwiaty, ale znalazły swoje zastosowanie również z krótkimi łodygami:-)


środa, 10 czerwca 2015

Czarno-biała Barcelona.

Jeśli w ogole może być czarno-biała...To miasto bombarduje tak przeróżnymi kolorami, że nigdy wcześniej nie pomyślałabym o czarno-białej wersji. A jednak....Postanowiłam spróbowac...i efekt mnie zaskoczył. Budowle autorstwa Gaudiego zyskują wiele powagi. Już nie są zabawnymi kolorowymi mozaikami. Nagle uwagę zaczyna przyciągać ich kształt i powierzchnia. Miasto zupelnie zmienia swój charakter w wydaniu czarno-białym. Jest bardziej poważne, bardziej majestatyczne...budzi większy respekt...I ma się wrażenie, jakby w każdym kadrze z osobna zamarła na zawsze dana chwila...












Czarujące Cambridge

Korzystając z pięknej pogody, wybrałyśmy sie z koleżanką jakiś czas temu na jednodniową wycieczkę do Cambridge. Podróż zajęła nam nieco ponad godzinę pociągiem z centrum Londynu. Pociąg jechał przez lasy i łąki, na których pasły sie a to krowy, a to owce.
Cambridge przywitało nas przytulnymi uliczkami, oraz spektakularną architekturą, której pozazdrościc mogłoby niejedno miasto. Każdy budynek czymś zaskakuje, każdy jest inny.
Lokalni mieszkańcy-w przeciwieństwie do Londyńczykow-są tam spokojni, chodzą powoli, nigdzie się nie spieszą i zdaje się, jakby żyli chwilą.
Cambridge leży nad rzeką Cam, a swoją sławę zawdzięcza przede wszystkim jednemu z najbardziej prestiżowych uniwersytetów na świecie University of Cambridge założonym w 1209 roku.
Spacer pośród wąskich uliczek, często brukowanych, pereł architektury, małych sklepików i butików jest czystą przyjemnością. Bluszcze w przeróżnych kolorach pną się po ścianach budynków, a płaczące wierzby zanużają koncówki swych gałęzi w rzece. Największą jednak atrakcją Cambridge są tzw. szkuty, czyli łodzie, które całkiem przypominają nasze polskie tratwy flisackie używane do spływów Dunajcem. Około-godzinna wycieczka dostarcza nam wspaniałych widoków takich jak budynki uniwersyteckie, mosty, oraz  UWAGA słynny pub, gdzie przebywał założyciel grupy Pink Floyd- Syd Barrett!!! Jesteśmy również bogatsze w wiedzę, ponieważ każdy (nazwijmy go) flisak (czyli mężczyzna lub kobieta odpychająca naszą szkutę długim, drewnianym kijem) służy jednocześnie za przewodnika i snuje bardzo ciekawe historie.
Miasto oferuje mnóstwo kafejek, restauracji oraz tradycyjnych pubów. Więc każdy- nieważne czy głodny, czy spragniony-znajdzie coś ciekawego dla siebie.


















Słynny Most Matematyczny

Pub 'The Anchor', w którym często przesiadywał Syd Barrett-założyciel Pink Floydów











czwartek, 28 maja 2015

U podnóży Snowdonu....

Uwielbiam spontaniczne wyjazdy:-)A już szczególnie w dobrym towarzystwie i na camping:-)O ile oczywiście pogoda jest w miare znośna:-)Pogoda się całe szczeście udała, a krajobrazy Snowdonii są tak przecudowne, że można zapomnieć bardzo szybko o całej reszcie świata. Szczególnie o londyńskim zgiełku i całym tym niepotrzebnym zamieszaniu...
Walia ujęła mnie wszystkimi możliwymi odcieniami zieleni i szarości. W powietrzu czuć wilgoć, co wyjaśnia fakt, że wszystko jest porośnięte pięknym, dorodnym mchem. Kamienne, szare murki, które idealnie się wkomponowują w zieleń można spotkać wszędzie, nawet w środku lasu. Do tego błękit nieba i beczące owce na każdym, ale to każdym wzgórzu. Mogę powiedzieć, ze byłam przez kilka dni w oazie spokoju. Blisko naszej wspaniałej matki natury. Oto foto-relacja: